Sytuacja w okupowanym Kraju rodziła zapotrzebowanie na spadochroniarzy w określonych specjalnościach, w jakich należało ich przeszkolić przed oddaniem skoku.
Ze względu na specjalność, w jakiej zostali przeszkoleni, można wyodrębnić 3 grupy skoczków. Oto one:
Najliczniejsza grupa skoczków, przeznaczonych do zadań bieżących. Znaleźli się tu specjaliści wywiadu, dywersji, łączności oraz oficerowie sztabowi. Wśród nich tak rzadkie specjalności jak dywersja techniczna,
wywiad morski, mikrofotografia, "czarna propaganda", czy fałszerstwo dokumentów.
Skoczkowie, którzy mieli odegrać istotną rolę w przygotowaniach do powstania powszechnego oraz w odtwarzaniu Sił Zbrojnych w Kraju. Byli to, więc lotnicy, instruktorzy oraz oficerowie sztabowi, łączności i broni pancernej, dowódcy, a nawet lekarze.
Ostatnią grupę stanowią kurierzy i emisariusze polityczni Ministerstwa Spraw Wewnętrznych do Delegatury Rządu. Część z nich znalazła przydziały w konspiracji wojskowej, Ak, lub BCh.
Emisariusze i kurierzy wojskowi ze Sztabu NW do KG ZWZ-AK, wyznaczani byli z dowódców ekip spadochronowych. Po załatwieniu swoich misji szli na przydzielone im odcinki pracy.
Komenda Główna, w zależności od planów operacyjnych, podejmowanych zadań bądź ubytków w kadrze, zgłaszała depeszami zapotrzebowanie na cichociemnych. W skutek depesz na konkretne szkolenia przydziały dostawali odpowiedni skoczkowie.
Do Kraju kierowani byli ludzie o wysokim poziomie moralnym oraz wykazujący spore umiejętności w wyznaczonych specjalnościach. Oprócz tego musieli posiąść zasób wiedzy, pozwalający swobodnie poruszać się w warunkach konspiracyjnych, z którymi, poza nielicznymi wyjątkami, nie zetknęli się jeszcze nigdy. Jednym słowem należało ich starannie wyselekcjonować, a następnie przeszkolić.
Początkowo selekcja kandydatów nie była prowadzona. Rekrutacja odbywała się na zasadzie indywidualnego, ochotniczego zgłoszenia. To wystarczało. Jednak pojawiła się obawa, że oprócz ludzi o wysokim morale wśród skoczków mogą się znaleźć ludzie lecący do Kraju tylko, dlatego że są niezadowoleni z miejscowych warunków, czy poszukiwacze przygód lub z jeszcze innych przyczyn. Dlatego też dość szybko zdecydowano się zmienić kryteria przyjęcia kandydatów. Utrzymano
zasadę ochotniczego werbunku, jednak stosowano surowe kryteria oceny cech moralnych zgłaszających się oraz ich predyspozycji psychicznych i fizycznych. Kolejna selekcja następowała w okresie szkolenia i była niezwykle ostra. Pełny cykl szkoleniowy ukończył jedynie co czwarty kandydat.
Spadochroniarska komórka ppłk. Heinricha zaproponowała by kierowanie do pracy w Kraju odbywało się na zasadzie rozkazu. Ostro sprzeciwił się temu szef Sztabu NW gen. Klimecki, który stanął na stanowisku, że jest to wyjątkowo "ciężki" odcinek służby, więc przełożony do niej się niezgłaszający nie ma moralnego prawa jej nakazywać. Nadal pozostawano przy zaciągu ochotniczym.
Wystąpiły również opory części dowódców jednostek, którzy z oczywistych powodów nie chcieli się pozbywać najwartościowszych podkomendnych. Epizod ten zakończył się wydanym w 1942 r. rozkazie do dowódcy 1. Korpusu:
"Wiem, że w dobrze zrozumianym interesie swych oddziałów dowódcy niechętnie godzą się na odstępowanie swych oficerów, tym niemniej powinni oni zrozumieć, że potrzeby Kraju pod tym, jak i pod innymi względem powinny stać na pierwszym miejscu."
W pierwszych miesiącach 1941 r. Oddział VI werbował masowo. Stopniowo objęto nim wszystkie rodzaje broni i jednostki WP w Wielkiej Brytanii, na Bliskim Wschodzie oraz w Afryce.
Akcja werbunkowa przebiegała w sposób podany poniżej.
Oficerowie Oddziału VI wyjeżdżali do oddziałów wojskowych i prowadzili werbunek na miejscu. Z wytypowanymi przez dowódców żołnierzami prowadzono pojedynczo rozmowy, na zasadzie tajemnicy wojskowej. Podczas rozmowy proponowano skok do Kraju. Na podjęcie decyzji kandydatowi pozostawiano czas do namysłu. Zgodę musiał wyrazić na piśmie. Następnie zasięgano opinii w Oddziale Personalnym Sztabu NW oraz w kontrwywiadzie. Ostateczny werdykt należał do Szefa Sztabu NW. Jeżeli był pozytywny kandydata wysyłano na szkolenie.
Skoczków do pełnienia poszczególnych zadań werbowały oddzielne instytucje. I tak kandydatów do służby w wywiadzie krajowym werbował indywidualnie Oddział II. Zazwyczaj czynił to osobiście komendant polskiej szkoły wywiadowczej płk dypl. Stanisław Mayer. Kandydatów na radiotelegrafistów i radiomechaników przeprowadzał komendant Ośrodka Wyszkolenia Sekcji Dyspozycyjnej Sztabu NW, ppłk Wiktor Bernacki. Wydział studiów i szkolenia wojsk spadochronowych Oddziału III werbował lotników.
W czasie przygotowywania do odlotu pierwszej ekipy spadochronowej, nie zostały jeszcze opracowywane żadne programy szkoleniowe. Szkoląc skoczków do zadań w Kraju zwyczajnie improwizowano. Po czterech miesiącach (w październiku) od otwarcia brytyjskiego treningowego ośrodka spadochronowego "Central Landing School" w Ringway pod Manchasterem, przyjęto do niego na szkolenie pierwszą dwunastoosobową grupę skoczków.
Pierwszym kursem dywersyjnym dla Polaków uruchomionym przez SOE był kurs zaprawy dywersyjno-minerskiej, strzeleckiej i fizycznej. Kurs odbywał się w Inverlochy Castle pod Fort William w hrabstwie Inverness. Pod koniec 1940 r. do tego dzikiego i malowniczego zakątka zachodniej Szkocji skierowano na cztery tygodnie przede wszystkim oficerów z 4. BKS płk. dypl. Sosabowskiego. Część z nich nie wiedziała jeszcze, że wróci do Polski jako cichociemni.
Na początku stycznia 1941 r. w Briggens pod Londynem, gdzie mieściła się stacja SOE, otwarto pierwszy polski kurs walki konspiracyjnej. Znalazło się na nim 12 oficerów, wśród nich 2 późniejsi cichociemni: Jan Piwnik oraz Franciszek Pukacki. Drugi kurs Briggens ukończyło 15 kandydatów.
Programy szkoleniowe były cały czas doskonalone. Duży wpływ na wprowadzane zmiany miały nadsyłane z Polski spostrzeżenia i uwagi. Bardzo istotne były uwagi na podstawie obserwacji pracy pierwszych zrzuconych do Kraju cichociemnych. Kraj sugerował wówczas, np. rozszerzenie programu zajęć z zakresu akcji na komunikację oraz naukę wyrobu środków wybuchowych domowym sposobem. Zwrócono również uwagę na niedostateczną znajomość broni niemieckiej. Uwag różnego rodzaju było sporo.
Mimo wprowadzonych poprawek, generalne zasady szkolenia pozostawały bez zmian, jak najwięcej praktyki, jak najmniej teorii. Inaczej szkolono przyszłych wywiadowców, dywersantów, oficerów sztabu. Jednak jedno było pewne wszyscy musieli przejść kurs spadochronowy i odprawowy.
Program szkoleniowy podzielony był na cztery grupy kursów:
zasadnicze
Kurs zaprawy dywersyjno minerskiej, strzeleckiej i fizycznej miał podwójny cel. Po pierwsze miał wyselekcjonować fizycznie kandydatów, po drugie przygotowywał do dalszego szkolenia dywersyjnego. Kładziono tutaj szczególny nacisk na zaprawę fizyczną oraz uczono strzelania z różnych pozycji, terenoznawstwa, walki wręcz, dżu-dżitsu i posługiwania się prostymi środkami minerskimi .
Kandydat, który nie ukończył kursu z powodu nabytych urazów fizyczne itp., odpadał definitywnie i wracał do poprzedniej służby.
Kurs badań psychotechnicznych, organizowany był przez Anglików i nie wiadomo, czemu został uznany za podstawowy.
Kurs spadochronowy obejmował zaprawę spadochronową i skoki. Przygotowanie do skoków mogło się odbywać w dwóch miejscach: w brytyjskim ośrodku spadochronowym w Ringway lub w ośrodku treningowym 1. SBSpad w Largo House, popularnym "Małpim Gaju". W Ringway oprócz Polaków kandydat spotykał Czechów, Węgrów, Jugosławian, Norwegów, a szkolenie trwało zaledwie tydzień. W "Małpim Gaju" szkolenie trwało od dwóch do nawet czterech tygodni. A kandydat przechodził dokładne przeszkolenie. Po przeszkoleniu kandydaci w zależności od okresu (program szkolenia w Ringway przechodził ciągłe reformy) oddawał kilka skoków w Ringway.
Kurs walki konspiracyjnej miał na celu nauczenie organizowania i prowadzenia walki małym zespołem dywersyjno-sabotażowym. Doskonalono umiejętności minerskie i strzeleckie. Uczono zasad radiotelegrafii, szyfrów i innych pomocnych w podziemiu rzeczy. Ciekawym punktem szkolenia były ćwiczenia praktyczne prowadzone w porozumieniu z władzami brytyjskimi. Kandydaci mieli zaplanować i skrycie przeprowadzić akcję na prawdziwym obiekcie, tyle, że ładunek był nieuzbrojony. Kurs trwał początkowo 3-4 tygodnie, następnie czas ten wydłużono dwukrotnie.
Kurs odprawowy miał na celu zmienienie skoczka żyjącego na wolności w konspiratora. Kursy dla cichociemnych, którzy skoczyli przed majem 1942 r. nie były właściwie kursami, polegały na przeprowadzeniu kilku wykładów i wzajemnym doszkalaniu się. Odbywały się początkowo w zakonspirowanych lokalach w Londynie. Kursy odprawowe zostały zapoczątkowane w lipcu 1942 r. w Audley End. Następnie, w związku z przeładowaniem ośrodka, przeniesiono je do STS 46 mieszczącej się w pobliskim Michley k. Newport. W 1944 r. prowadzono je także w Ostuni we Włoszech. Na trwającym od 2 do 6 tygodni kursie, skoczek układał.
"legendę", czyli komplet kłamstw logicznie dopasowanych do nowej osobowości, dostawał fałszywe dokumenty, kompletował cywilne ubranie. Przez cały czas zaznajamiany był z warunkami życia w Polsce.
specjalnościowe
Polski kurs wywiadu ukrywał się pod kryptonimem Oficerskiego Kursu Doskonalenia Administracji Wojskowej. Początkowo znajdował się w Londynie, następnie przeniesiony został do Glasgow. Kurs obejmował: studium Niemiec, naukę wywiadu, fotografię, chemię do celów wywiadowczych, zajęcia "ślusarskie", naukę o broni i strzelanie, gimnastykę, zaprawę fizyczną oraz nadobowiązkowo naukę języków obcych. Kurs wywiadu trwał przeciętnie 6 miesięcy.
Lotnicy przechodzili kursy organizowane przez Inspektora Lotnictwa oraz lotniczy kurs specjalny w Londynie o samolotach niemieckich.
W Centrum Wyszkolenia Broni Pancernej i Technicznej w Catterick Camp lub we Włoszech prowadzono kursy pancerne, przeciwpancerne i kierowców.
Radiotelegrafistów i radiomechaników szkolił na własne potrzeby Ośrodek Wyszkoleniowy Sekcji Dyspozycyjnej Sztabu NW.
Kurs "The E&Sphon" prowadzony przez Anglików specjalizował się w środkach łączności ziemia-lotnik (typu Eureka i S-fon) stosowanych przy odbiorach zrzutów.
uzupełniające
Kurs wyrobu materiałów wybuchowych i środków zapalających metodami domowymi był niesamowicie ważny z punktu widzenia walczącego Kraju.
Angielski kurs informacyjno-wywiadowczy dawał znajomość kodów, szyfrów, wyrobu atramentów sympatycznych, pogłębiał znajomość pracy podziemnej i propagandy, zaznajamiał się z niemiecką organizacją.
"Taining in microscopie photography" czyli angielski kurs mikrofotografii. Nie zdobywano tutaj pełnej wiedzy o mikrofotografii, lecz umiejętność posługiwania się nią.
Miesięczny brytyjski kurs dla komandosów dostarczał fachowców wyspecjalizowanych umiejętność w dywersji i sabotażu na obiekty przemysłowe, komunikację kolejową, linie telefoniczne itp.
"Advanced propaganda course" pod tą nazwą krył się kurs czarnej propagandy, obejmujący teorię propagandy, drukarstwo i fotografię.
Najkrótszym kursem był kurs zmiany wyglądu zewnętrznego, trwający od 3 dni do tygodnia.
Oprócz tego skoczkowie przechodzili tzw. "kurs korzonkowy", polegający na bytowaniu przez dłuższy czas na łonie natury i korzystanie tylko z jej zasobów.
Każdy skoczek przygotowywał sobie "legendę" i miał do niej dopasowany zawód, oczywiste było, że nie wszyscy mogą zostać urzędnikami. Stąd skoczkowie uczestniczyli w praktykach w różnych zakładach pracy.
Z końcem 1943 r. płk dypl. Leopold Okulicki przystąpił do uruchomienia ośrodka wyszkoleniowego we Włoszech. Była to Baza Nr 10 "Impudent". Na początku następnego roku ośrodek przejął mjr Leopold Krizar.
Baza została zorganizowana w niewykończonych budynkach sanatorium w Ostuni, pomiędzy Bari a Brindisi. Szkolenie prowadzone było podobnie jak w Wielkiej Brytanii, ale z programu usunięto kursy uzupełniające. Skoki ćwiczono na lotnisku Campo Cassale w Brindisi. Ostatnikurs odprawowy we Włoszech zakończył się 27 lipca, a Wielkiej Brytanii 21 września 1944 r.
Po ukończonym szkoleniu skoczkom wystawiano "cenzurki", czyli opinie o cichociemnych, które drogą radiową trafiały do Kraju i były pomocne Oddziałowi I KG AK przy ustalaniu przydziałów.
Po zakończeniu szkolenia i zakwalifikowaniu się na skok skoczek odjeżdżał na stację wyczekiwania, i niecierpliwie czekał na skok do Kraju...