Jako emisariusz KG Ak Aleksander Stpiczyński ps. "Wilski" miał za zadanie przedostać się z Polski przez okupowaną Europę do Londynu, konkretnie do Naczelnego Dowództwa PSZ. W celu wykonania tego zadania "Wilski" został włączony do specjalnej komórki "666".
By dostać się na Wyspy w tamtym okresie należało przejść przez Pireneje i dostać się do Hiszpanii. Przez góry należało przedostać się z ominięciem wszystkich kontroli. Legalnego przejścia nie zapewniały nawet najlepiej podrobione dokumenty, a w związku z małym ruchem osobowym, każdy mający przekroczyć granicę był awizowany. Jedynym wyjściem pozostawało przekroczenie zielonej granicy.
Wymagało to od emisariusza sporego wysiłku fizycznego i zawsze łączyło się z ryzykiem aresztowania.
Rozwijała się już wtedy współpraca z hiszpańskimi republikanami, którzy osiedlili się, po objęciu władzy przez Franco, we Francji i Belgii. Część danych punktów zaczepienia itp. była już gotowa. Resztę miał "doszlifować" "Wilski", który właśnie w tym celu dołączył do komórki "666".
W drugi dzień świąt Bożego Narodzenia 1942 r. Aleksander Stpiczyński wyrusza w swą drogę z okupowanej Warszawy do Londynu. Trasa wiedzie przez Wiedeń, Monachium, Strasburg, Paryż, stamtąd przez Pireneje do Hiszpani, Gibraltar aż do Londynu- celu podróży.
Do godziny czternastej, o której to z Dworca Głównego odjeżdża jego "Urlaubzug", Pan Zalewski przestaje istnieć. Wilski starannie zatrze po sobie ślady, a pojawi się pułkownik baron Arnold von Lückner. Dystyngowany, elegancki powołany do służby oficera rezerwy, z małym, ostrym wąsikiem i monoklem.
Do ówczesnej granicy niemiecko-francuskiej w Elfingen podróż barona przebiega bez przeszkód. Świetnie podrobione dokumenty i podróżne kartki żywnościowe zdają swój egzamin. Tutaj dopiero okazuje się, że nie ma specjalnej przepustki upoważniającej do przekroczenia granicy z Francją.. Jako, że jedzie z Mińska, prosto z frontu, zobowiązuje go termin, a tu drobne formalności go zatrzymują. Protestuje w ostrej formie. Jednak rozkaz to rozkaz,
po przepustkę musi się udać do komendy alzackiego okręgu wojskowego w Strasburgu. Tam dowiaduje się, że komendantem jest "stary znajomy"- feldmarszałek Wilhelm List. Ten sam, który w 1939 r.wszedł do Polski na czele oddziałów zgrupowanych na południe od Kraju. Była to na szczęście znajomość jednostronna.
W gabinecie Lista na ścianach wisiały plakaty o zachowaniu tajemnicy wojskowej, nad biurkiem portret führera. Stpiczyński niecierpliwie czeka na feldmarszałka. List zjawia się pół godziny przed odjazdem pociągu i osobiście chce widzieć się z płk. von Lücknerem. Rozmawiają chwilę o frońcie wschodnim, celach podróży, gdy nagle zainteresowanie feldmarszałka pada na obcy akcent swojego gościa. "Wilski" trzeźwo wymiguje się dzieciństwem spędzonym w Holandii. List nie dopatrzył się kłamstwa, a w związku niedługim odjazdem pociągu oferuje mu podwiezienie swoim samochodem. Inne formalności także załatwione. Jeszcze tylko Heil Hitler! i von Lückner jest już w drodze na pociąg.
Jedzie samochodem niemieckiego feldmarszałka z jego rozkazu.
Był jedynym oficerem Komendy Głównej Armii Krajowej, któremu się to udało...