Okres, który historycy nazywają wojną obronną Polski, dobiegał końca. Polscy żołnierze, którzy nie dostali się do niewoli lub zdążyli z niej już uciec,
przedzierali się przez granice do neutralnych państw sąsiednich- na Węgry, do Rumunii, na Litwę i Łotwę. Część wojska znalazła się w ZSRR. Wkrótce rozpoczęli
dalszą wędrówkę, do Francji gdzie gen. Władysław Sikorski formował Wojsko Polskie. Kto nie zdążył dotrzeć tam przed klęską Francji, meldował się w Samodzielnej Brygadzie Strzelców Karpackich w Syrii i Palestynie lub dołączał do
Polskich Sił Zbrojnych w Wielkiej Brytanii. Od połowy 1941 r także do Armii Polskiej w ZSRR.
W kraju natomiast okupant przystąpił do terroryzowania polskiego społeczeństwa i do planowanej eksterminacji. Polacy nie pozostali bierni i choć sytuacja wydawała się beznadziejna bronili się. Na dzień przed kapitulacją Warszawy gen. Michał Tokarzewski otrzymał od gen. Rómmela pełnomocnictwa do
kierowania dalszą walką, od tej chwili już konspiracyjną. Gen. Tokarzewski przystąpił niezwłocznie do tworzenia tajnej organizacji wojskowej pod nazwą Służba Zwycięstwu Polski, przemianowanej w sześć tygodni później na ZWZ, czyli Związek Walki Zbrojnej, a jego komendantem został gen. Sosnkowski.
Jednym z ważniejszych zadań Sztabu Naczelnego Wodza we Francji było nawiązywanie i utrzymywanie łączności z krajową konspiracją. Istniały trzy sposoby utrzymania łączności:
lądowy szlak kurierski
radiostacja nadawczo-odbiorcza
samolot
W pierwszej kolejności zorganizowany został przerzut kurierów trasami lądowymi. Sposób ten nie wymagał zbyt skomplikowanych przygotowań. Z tego powodu, mimo że trasa z Francji do Polski wiodła przez kilka granic i była niebezpieczna, zyskał sobie pierwszeństwo.
Odległość między Warszawą a Paryżem była zbyt duża by łączność radiowa mogła być stosowana na takie odległości.
Łączność lotnicza była najbardziej obiecująca w połączeniu ze spadochronem. Dzięki temu oprócz szybkiej informacji można by przesłać ludzi, sprzęt oraz środki finansowe. Ta koncepcja przez wielu brana była poważnie pod uwagę. Brakowało tylko oficerów, którzy znaleźliby rozwiązanie koncepcyjnego użycia tego nowoczesnego elementu pola walki, niemieszczącego się jeszcze w schematach sztabowcyh.
Tymczasem w neutralnych krajach postępowała penetracja Gestapo i coraz większa presja na nie Niemiec. 10 czerwca 1940 r. Włochy wypowiedziały wojnę Wielkiej Brytani i Francji oraz zerwała stosunki dyplomatyczne z Polską. Trasa włoska była zamknięta. Teraz podróż kuriera z Paryża do Warszawy była już wyprawą przez kilka kontynentów. Na pierwszy plan wysunęła się koncepcja łączności radiowej. Do grudnia 1940 r kontaktowano się z pomocą pośrednich baz w Budapeszcie i Bukareszcie, a od tego miesiąca kontakt był bezpośredni.
Było to bardzo ważne z punktu widzenia łączności lotniczej z Krajem. Wysłanie i odbiór samolotu wymagał wymiany wielu szybkich informacji, na przykład, co do terminu lotu, warunków meteorologicznych, położenia docelowego. Brak tych informacji zmniejszałby gwałtownie szanse powodzenia lotu.
Organizowanie łączności lotniczej zapoczątkował rozkaz gen. Sikorskiego do gen. Zająca, Dowódcy Lotnictwa. Rozkaz został wydany w dwa tygodnie po powstaniu ZWZ. Gen. Sikorski rozkazałby zorganizować do dyspozycji gen. Sosnkowskiego stałą tajną komunikacje lotniczą z głównymi centralami okupowanego kraju, czyli z Lwowem, Warszawą, Krakowem i w miarę możliwości z Poznaniem.
Do tego celu miały posłużyć polskie samoloty(zakupione i dostosowane do lotów dalekosiężnych awionetki, samoloty LOT) lub dostarczone samoloty alianckie. Loty miały się odbywać raz na miesiąc. Rozkaz został wydany i... pozostał nie wykonany. Nie ma jakichkolwiek śladów energicznego działania Dowództwa Lotnictwa. istniały na pewno z otrzymaniem od Francuzów samolotów dalekiego zasięgu, ale pozostawali Brytyjczycy oraz możliwość zakupu amerykańskich maszyn. Na zachodzie znajdowały się również Lockheedy L-14H Super Electra będące własnością LOT-u. Sprzęt na pewno był ważny, lecz Lotnictwo nawet nie przedstawiło koncepcji rozwiązania zleconego zadania. A na dodatek gen. Sikorski nie egzekwował wydanego rozkazu.
Początkowo zamierzano sprowadzić z Rumunii polskie samoloty RWD-15. Ostatecznie sprowadzono z Londynu jednego Lockheeda przystosowanego do zadania przez brytyjską fabrykę. 26 stycznia 1940 roku miał się odbyć pierwszy lot do Polski, jednak przy starcie nastąpiła awaria (podejrzewano sabotaż). Więcej prób z samolotami tego typu nie próbowano. 11 marca tego samego roku. Zając odwołał z przyczyn technicznych lot sportowej awionetki, doszedł do przekonania, że lot tego samolotu nie ma szans powodzenia. Inicjatywa przeszła w inne ręce
18 grudnia 1939 roku do Paryża przybył kpt. Jan Górski, a w tydzień po nim pojawił się hubalczyk kpt. Maciej Kalenkiewicz. Obaj byli przyjaciółmi od 1920 roku. Obaj skończyli Wyższą Szkołę Wojenną. Górski otrzymał przydział jako instruktor saperów w Wersalu, niebawem trafił tu Kalenkiewicz. Na początku jako słuchacz później również instruktor. Obaj rozumowali kategoriami walczącego kraju, który pilnie potrzebuje pomocy. Niespokojny był zwłaszcza Kalenkiewicz, mający za sobą dwa i pół miesiąca walki w partyzantce jako zastępca mjr. "Hubala". Kótregoś dnia trafili na kpt. dypl. Jana Jaźwińskiego, zajmującego się zagadnieniami łącznośći z krajem w KG ZWZ. Jaźwiński posiadał umiejętność utechniczniania najbardziej fantastycznych pomysłów. Trójka
była pewna, że należy szybko przystąpić do prac mających pomóc krajowi. Według nich pomoc powinna być realizowana jak najefektywniej i nowocześnie, a więc drogą powietrzną. Samolot i spadochron miały posłużyć jako elementy szybkiej łączności, a gdy wybuchnie powstanie jak środki masowego przerzutu Wojska Polskiego z Zachodu.
Wokół trzech myślących niesztabowo oficerów gromadziło się coraz większe grono zapalonych do pomysłu. Nie była to jakaś formalna grupa, lecz wyraźnie tolerowana przez Naczelnego Wodza półoficjalny ruch młodych oficerów, którzy usiłują przeforsować swoją ideę. Udało im się pozyskać entuzjastkę swojego pomysłu w osobie Zofii Leśniowskiej, mającej olbrzymi wpływ na ojca gen. Sikorskiego, czym bardzo im pomogła. Kpt. Górski pierwszy raport w tej sprawie złożył już 30 grudnia 1939, wznowił go w niecały miesiąc później, 21.I.1940. Jako, że oba pozostały bez odpowiedzi, 14.II. powtórzył raz jeszcze, jednak tym razem podpisując wraz z kpt. Kalenkiewiczem, a w załączniku podał grupę 16 "chomików" (jak się nazywali), kandydatów do skoku. 21 lutego gen. Sosnkowski zwrócił się w tej sprawie do gen. Zająca, prosząc o umożliwienie im szkolenia desantowego oraz możliwości oddania skoku.
Odpowiedź gen. Zająca datowana na 17.IV(!) była co najmniej zniechęcająca. Ciężar sprawy został przerzucony na pomysłodawców, którzy nie uchylili się od podjęcia projektu. Gdy nie prowadzili zajęć w Wersalu kapitanowie Górski i Kalenkiewicz prowadzili swoje prace studyjne. Na początku maja zostali przeniesieni do Biura gen. Sosnkowskiego
Ich zadanie było utrudnione z powodu małego polskiego doświadczenia w desantowaniu spadochroniarzy. Dopiero w maju 1939 utworzono w Polsce pierwszy Wojskowy Ośrodek Spadochronowy w Bydgoszczy. Wcześniej przeprowadzono kilka pokazów, ale były to skoki w dzień małymi grupami skoczków. Kapitanowie byli więc zmuszeni aby studiować materiały wywiadowcze o organizacji niemieckich wojsk spadochronowych. Na początku maja otrzymali dobrą wiadomość z Londynu. Brytyjczycy, którzy byli przeciwni użyciu cywilnego Lockheeda do celów wojskowych, zakładali że na lipiec będą mogli wydysponować bombowce Vickers-Wellington. Po raz pierwszy termin lotu nad Polskę skonkretyzował się.
Tymczasem kapitanowie ukończyli swoje opracowania, których tytułu znajdują się poniżej:
"Użycie lotnictwa dla łączności i transportów wojskowych drogą powietrzną do Kraju oraz wsparcia powstania. Stworzenie jednostek wojsk powietrznych"
"Instrukcja dla pierwszych lotów łącznikowo-rozpoznawczych"
"Zapoczątkowanie rozpoznania lotnisk w Kraju"
"Plan wsparcia i osłony powstania w Kraju. Część I. Przygotowanie"
W tym czasie Lotnictwo zajęło się opracowaniem zagadnień związanych z odbiorem zrzutów i przyjęciem lądujących samolotów. Chodziło o wyszukanie placówek odbiorczych i lądowisk, a także o zewidencjonowanie wszystkie co w Kraju zostało z lotnictwa i ujęcie tego w formy konspiracyjne. W 18.IV.1940 gen. Rowecki zawiadomił jedną z baz w Budapeszcie o prowadzonych przygotowaniach lotniczych w Polsce oraz wsunął sugestie natury technicznej. Inicjatywa krajowa zbiegając się z inicjatywą podjętą w Paryżu miała ogromne znaczenie. Teraz wystarczyło dopracować elementy z obu stron a to znacznie przyspieszyłoby sprawę. W maju 1940 roku doszło w Belgradzie do spotkania przedstawicieli KG ZWZ z delegatami konspiracji krajowej. Poruszono wtedy między innymi sprawę lotnictwa. Okazało się, że i w Kraju podjęto już bardzo zaawansowane prace.
Po upadku Francji i przystąpieniu Włoch do wojny, stało się oczywiste, że należy dążyć do zdublowania łączności z Krajem przy pomocy lotnictwa. Po przybyciu do Wielkiej Brytanii kapitanowie Górski i Kalenkiewicz powrócili do swych prac. Do końca lipca ukończyli opracowanie nowelizacji ich wcześniejszej pracy: "Uzycie lotnictwa dla łączności i transportów wojskowych drogą powietrzną [...]". A w pierwszych dniach sierpnia kpt. Kalenkiewicz skończył pisanie referatu "O zdobywczą postawę polskiej polityki". Referat rozpowszechniony w kołach wojskowych, podawany był z ręki do ręki, zjednując wielu sojuszników sprawy, o którą kapitan tak walczył. Jednym z ważniejszych nowych sprzymierzeńców, który szczególnie zapalił się do sprawy był przyjaciel szefa Sztabu Naczelnego Wodza, szef Oddziału III płk dypl. Andrzej Marecki. Pod koniec sierpnia kpt. Kalenkiewicz został wezwany przez gen. Klimeckiego w celu przygotowania nowej komórki sztabowej, która miała zając się
zagadnieniem wojsk spadochronowych. 20 września za pośrednictwem córki gen. Sikorski zaprosił kpt. Kalenkiewicza na śniadanie, po którym nastąpiła zasadnicza rozmowa i zapadały decyzje. Naczelny Wódz nakazał formowanie pierwszej polskiej jednostki spadochronowej i pilne podjęcie lotów do Kraju.
W październiku rozpoczął pracę w Oddziale III nowopowstały pięcioosobowy specjalny wydział studiów i szkolenia wojsk spadochronowych. Na czele wydziału stanął ppłk dypl. Wilhelm Heinrich, a oprócz kapitanów Górskiego i Kalenkiewicza znaleźli się tam dwaj oficerowie lotnictwa: ppłk Stefan Olszewski i kpt. naw. Lucjan Fijuth. Wydział zajmował się założeniami łączności lotniczej z Krajem, planami werbunku i szkolenia cichociemnych oraz warunkami długodystansowych lotów do Polski.
Przerzucani do kraju spadochroniarze mieli być oficerami łącznikowymi oraz odpowiednio przeszkolonymi do zadań bieżących. Nieodzownym warunkiem do wykonania misji miała być polska eskadra specjalnego przeznaczenia, wyposażona w samoloty przystosowane do nocnych operacji desantowych. Mające wybuchnąć powstanie powszechne w Kraju miało być wsparte przez jednostki lotnicze i spadochronowe PSZ na Zachodzie. Pracowano, zatem nad sformowaniem polskich wojsk powietrzno-desantowych. Pod koniec października 1940 r. zakończył się etap prac studialnych, staraniem kpt. Kalenkiewicza zorganizowany został pierwszy polski kurs spadochronowy w brytyjskim ośrodku niedaleko Manchesteru, w Ringway. Dwutygodniowy kurs ukończyło 12 uczestników. Po wstępnej zaprawie wykonali po kilka skoków ćwiczebnych w dzień i jednym nocnym.
Oddział VI sztabu Naczelnego Wodza przystąpił do werbunku cichociemnych. W tym samym czasie rozpoczęły się kursy w Wyższej Szkole Wojennej oraz Szkole Oficerów Wywiadowczych w Londynie. Część absolwentów tych szkół miała również polecieć do Polski. W nocy z 15 na 16 lutego pierwsza ekipa skoczków znalazła się ponownie w Kraju.
Na początku 1941 przybył kolejny ważny sojusznik. Był nim płk dypl. Stanisław Sosabowski, który przeformował swoją 4. Brygadę Kadrową Strzelców w Brygadę Spadochronową. Istnienie polskich wojsk spadochronowych stawało się faktem.