Historia, która została przedstawiona poniżej zdarzyła się naprawdę, mimo iż posłużyć by mogła za scenariusz filmu sensacyjnego
Mimo iż był dopiero 20 listopada 1942 roku, to Słucz i jego dopływy były już skute lodem. Tego właśnie dnia kpt. Alfred Paczkowski ps. "Wania"
postanowił wysadzić most oddalony od Dawidgródka o 20 km. Zadanie było planowane od dłuższego czasu. Odległość dzieląca Dawidgródek od mostu, sprawiła konieczność wcześniejszego wyjścia z miasteczka, aby przed nocą dotrzeć do celu.
Do wykonania tego zadania "Wania" zabrał ze sobą dwóch nowicjuszy: świerzo zrzuconego cichociemnego Mieczysława Eckhardta ps. "Bocian" oraz Piotra Downara "Azora", który jak na razie uczestniczył jedynie w patrolach. Na brzegu jednego z dopływów Słucza odnajdują opuszczoną smolarnię, w której postanawiają
odpocząć. Po przerwie ruszają dalej - muszą przejść przez skutą grubym lodem rzekę. Idą w sporych odstępach od siebie, gdy nagle "Wania" zapada się jedną nogą po biodro w rzece. "Bocian" i "Azor" ostrożnie mu pomagają. Kapitan na chwilę się podnosi, ale od razu z powrotem siada - złamał nogę, a ból jest nie do zniesienia. Towarzysze podróży
biorą go pod pachy i odprowadzają do opuszczonej niedawno smolarni. Rozpalają ogień i zostawiają dowódcę samego - wracają po pomoc do Dawidgródka. Idą do zastępcy "Wani" ppor. Rysia (Marian Czarnecki),
który oprócz tego, że jest członkiem konspiracji, to jest znaną postacią w Liegenschafcie (Niemieckim Zarządzie Majątków Rolnych), dysponuje więc końmi, samochodami...
Późnym wieczorem, ale przed godziną policyjną "Azor" i "Bocian" dochodzą do Dawidgródka. Żandarmi upychają załapanych Żydów w samochodach przy tym legitymując każdego przechodnia. U "Azora" i "Bociana" nie interesują ich dokumenty, ale plecak. Odnajdują w nim broń... Pod wzmocnioną eskortom odprowadzeni zostają na posterunek żandarmerii.
Tymczasem "Wania", to drzemiąc to pilnując ognia, czeka w smolarni do rana. Wydobywający się z komina dym, zwraca uwagę żandarmów nadal szukających Żydów. Tyraliera ukraińskich i białoruskich policjantów otacza smolarnię. "Wania" długo musi przekonywać Ukraińca, że nie może wyjść, bo ma złamaną nogę i czeka tu bezbronny na pomoc, oraz że... jest obywatelem sojusznika III Rzeszy - Włoch. Kapitanowi dokumenty "wystawił" sam Erich Koch, komisarz Ukrainy, w
uznaniu zasług wenecjanina Alfredo Pazzoto, przy okazji nadejąc majątek w pobliskich Orłach Wielkich. Z należytym szacunkiem przetransportowano go do jedynego felczera w Dawidgródku.
Felczer wykazał się jednak mniejszym zaufaniem i powiadomił żandarmerię. I tak oto, ciągle z nieopatrzoną nogą "Wania" trafił do aresztu na czas sprawdzenia personaliów. W czasie wprowadzania na posterunek zauważył, że sprawa jest poważniejsza niż przypuszczał - mijał poturbowanego "Azora". Później dowiedział się, że w tym samym czasie złapano "Rysia", który słuchał Londynu przy pomocy angielskiego radia, produkcji sprzed pół roku...
Podczas przesłuchania "Wania" nakłaniany jest w niewybredny sposób do przyznania się, że jest skoczkiem spadochronowym z Anglii, komendantem "Wachlarza" w tym rejonie oraz, że pracuje z "Rysiem", "Azorem" i "Bocianem". "Wania" odgraża się i utrzymuje własną wersję. Tej nocy pobity ginie "Bocian"... Postępowania żandarmów są pilnie obserwowane przez członka siatki "Rysia", aptekarza, który swoją aptekę prowadzi na przeciwko posterunku. Po pewnym czasie trójka zostaje
przewieziona do więzienia w Stolinie. Przesłuchuje ich starszy feldwebel. Podczas pierwszego "spotkania" "Wania" denerwuje się, że nie ma opatrzonej nogi, grozi Niemcowi... Po paru godzinach "Wani" nogę nastawia przygłupi klucznik, a do piecyka dostaje przydział drewna. Przy pomocy owego klucznika, kontaktuje się z pozostałymi i ustala linię obrony. Następuje kolejna zmiana pobytu - lądują w Pińsku. Budynek więzienia jest potężnym gmachem, opasanym pięciometrowym murem, a tuż przy nim stacjonują dwie kompanie Wehrmachtu.
W Pińku przesłuchują ich jednocześnie gestapowcy z Pińska, Brześcia i Równego, a zeznania "Wani" z Dawidgórdka zostały dokładnie sprawdzone - Gestapo ma oświadczenie Kocha i delegatury włoskiej armii - nikt nie znam pana Pazzoto. Musi zmienić wersję zeznań. Jest wielokrotnie bity. Podczas jednego z "odpoczynków" klucznik oznajmia mu, że pracuje w konspiracji i ma pseudonim "Jelina". "Wania" nie jest pewien, czy "Jelina" nie jest prowokacją Niemców. Po dwóch dniach "Wania" znowu jest przesłuchiwany. Odcina się od poprzedniej wersji. Twierdzi, że jest Niemcem
i członkiem niemieckiej organizacji antyhitlerowskiej pod nazwą "Unia Chrześcijańska", w której zrzeszeni są wyżsi oficerowie niemieccy. "Wania" podaje informacje o spotkaniach, daty. Niemcy telefonicznie sprawdzają jego rewelację - wszystkie daty i nazwiska są prawdziwe! Informacje te zdobył "Wania" od Włocha o pseudonimie "Olimpio", który współpracował z konspiracją. Niemcy przekonani, że złapali kogoś ważnego, przestają bić "Wanię" i zapewniają mu opiekę medyczną. W tym czasie "Jelina" przekazuje pozdrowienia od. kpt. "Żmudzina" i zapewnia, że trwają pracę nad jego uwolnieniem - przewodzi im "Ponury" (Jan Piwnik).
Jednak Niemcy po dokładniejszym sprawdzeniu informacji "Wani" zauważają, że dali się podejść. Nadal jednak wierzą, że mają kogoś ważnego i, że należy tego kogoś zmusić do mówienia. Jest bity, a w przerwach zeznaje - dodaje nowe nazwiska, szczegóły, zasłania się brakiem pamięci.
W okolicach 13-14 stycznia "Jelina" przynosi wiadomość, że "będzie odbicie, trzeba tylko czekać".
Podczas gdy "Wania" przenoszony był z jednego więzienia do drugiego, zapadały decyzje co do jego uwolnienia. Wspomniany aptekarz zawiadomił o wszystkim siatkę "Wachlarza". Początkowo "Wanię" i jego towarzyszy spisywano na straty. Do czasu kiedy sprawą przez swojego adiutanta zainteresował się Komendant Główny AK i to on wydał rozkaz odbicia więźniów. "Grot" zadanie to powierzył Janowi Piwnikowi ps. "Ponury" i Janowi Rogowskiemu ps. "Czarka".
Rozpoznanie wykazało, że Pińsk jest silnie strzeżonym kompleksem, a w mieście stacjonuje 3 tysiące uzbrojonych Niemców. "Jelina" otrzymuje rozkazy kontaktowania się z "Wanią". Próby przekupienia obsługi więzienia spełzają na niczym, koniecznością staje się akcja zbrojna. Rozpoczyna się kompletowanie ekipy (zostanie ona przedstawiona poniżej). "Ponuremu" do dyspozycji zostają oddane dwa wozy ciężarowe (Ford i Chevrolet) oraz osobowy Opel. Na liniach telefonicznych założony zostaje podsłuch, na wypadek gdyby "Wania" miał zostać przeniesiony. 17 stycznia grupa uderzeniowa objeżdża więzienie. Akcja ma się rozpocząć 18 stycznia o 17:00.
Dokładnie o 17:00 Opel zatrzymał się przed bramą więzienia. Oficer w mundurze SS wychyla się z samochodu i pyta strażnika:
-Herr Scheff Zöllner ist da?
-Jawohl
-Aufmachen!
Natychmiast słychać chrzęst kluczy, brama się otwiera. Opel wjeżdża na podwórko, a za nim wbiegają dwaj żołnierze ze Stenami pod pelerynami. Z wozu wysiadają tymczasem "Motor", rzekomy oficer SS i "Ponury" w lisiej czapie. Widok dziwnie ubranych cywilów intryguje Ukraińca, który sięga po broń. Szybszy jest jednak "Motor" i żołnierz pada na śniegu. Według planu miał im otworzyć bramę. Teraz muszą to zrobić sami. Wsiadają do samochodu i znów krzyk esesmana załatwia sprawę, a kolejni strażnicy lądują obezwładnieni. W tym samym czasie patrole przecinają druty telefoniczne w promieniu 5 km - kontakt z Pińskiem zostaje zerwany.
Druga grupa dowodzona przez "Czarkę" o 17:00 przekroczyła płot więzienia na tyłach domu mieszkalnego przy ul. Cegielnianej i zbliżała się do południowej części budynku komendy więzienia. Było już po godzinie urzędowania, zachodziła jednak obawa czy ktoś nie pozostał tam dłużej. Budynek okazuje się pusty, słyszą jednak strzały. Rozkaz to rozkaz i muszą wykonać swoje zadanie - pędzą ku drugiej wewnętrznej bramie, do której właśnie podjeżdża samochodów MSZeta.
Trzecia grupa pod dowództwem "Kawy" również o punktualnie o 17:00 forsuje płot przy ulicach Cegielnianej i Pawłowskiej. Następnie mają zająć drugą część budynku kancelaryjnego, gdzie mieszczą się biura i mieszkania komendanta Hellingera i jego zastępcy Zöllnera. Dochodzą do drzwi, zza których słychać szmer rozmowy. Nie ma czasu do namysłu. "Ryks" naciska klamkę, a "Kawa" i "Kmicic" szturmują jednocześnie drzwi. "Kawa" krzyczy po niemiecku:
-Hande Hoch! Oddajcie natychmiast klucze, a zapewnimy wam życie.
Niemcy posłusznie podnoszą ręce. Następnie pada pytanie o klucze. Zöllner wskazuje na szafkę w rogu pokoju. Na rozkaz idzie w tamtą stronę "śledzony" przez "Ryksa". Nagle Niemiec obraca się i odpycha "Ryksa" na "Kawę" i szybkim strzałem z Parabellum rani go w ramię. Następnie szuka lufą "Kawy", ale seria ze Stena tego ostatniego napełnia mu brzuch ołowiem. Z drugiego pokoju dobiegają strzały. To Hellinger wykorzystał zamieszanie i uciekł do pokoju z bronią - "Kmicic" załatwił sprawę. Teraz ich celem jest pusta wieża obserwacyjna. z której na linach spuszczają się na dziedziniec. W cieniu wysokiego płotu skradają się do kraty. Na ich pukanie otwiera strażnik, oślepiają go latarkom, a następnie
sprowadzają do ziemi. "Kmicic" "Ryksem" rozbrajają resztę, a "Kawa" daje znak do wjazdu Opla.
O 17:10 droga do cel jest wolna.
"Ponury" z czwórką ludzi i sterroryzowanym strażnikiem biegną do niskiego budynku. Na walenie pięścią w drzwi odpowiada strażnik, ripostuje mu kolega spod drugiej bramy, który czując lufę Colta, odpowiada, że "przyjechała inspekcja Gestapo". Drzwi otwierają się, a szybkie ruchy obezwładniają i tego strażnika. Żołnierze "Ponurego" wykrzykują pseudonim poszukiwanych kolegów. W odpowiedzi słyszą krzyki i łomotanie. "Ponury" otwiera drzwi celi nr 2 i oboje z "Wanią" padają sobie w ramiona. Reszta grupy udaje rosyjskich partyzantów, głośno krzycząc po rosyjsku i wyzwalając w imię Stalina. Więźniowie Ładują się do Opla i szybko odjeżdżają w stronę bramy.
Zatrzymują się na chwilę i każą jakiemuś więźniowi oswobodzić resztę. "Ponury" gwiżdże jeszcze dwukrotnie i na ten znak wszyscy pozostali wycofują się do ciężarówki Montera, który już czeka pod bramą. "Ponury" chowa wielkie klucze do mapnika mrucząc pod nosem: "to na pamiątkę". Opel odjeżdża pierwszy, ciężarówka czeka aż wskoczą wszyscy. Po kilkunastu kilometrach przed maskę Forda wyskakuje MSZet. Złapał gumę i spory kawałek przejechał na feldze. Jego pasażerowie i on kontynuują podróż w Fordzie, a Opel płonie przy drodze. Dalej czeka na nich "Duglas" - rozdzielają się. Są już wolni...
W Akcji Pińskiej, jednej z najbardziej spektakularnych akcji polskiego podziemia (o ile nie najspektakularniejsza) brali udział:
Sekcja pierwsza - 1. por. Jan Piwnik "Ponury", cichociemny,
2. pchor. Władysław Hackiewicz, "MSZ", "Zaleski",
3. pchor. Zbigniew Wojnowski, "Motor",
4. pchor. Zbigniew Sulima, "SS"
Sekcja druga - 1. por. Jan Rogowski, "Czarka", cichociemny,
2. por. Wacław Kopisto, "Kra", cichociemny
3. pchor. Zbigniew Słonczyński, "Jastrzębiec", "Jastrząb",
4. szer. Turoń, "Dzik"
Sekcja trzecia - 1. ppor. Michał Fijałka, "Kawa", cichociemny,
2. szer. WIktor Hołub, "Kmicic",
3. szer. Czesław Hołub, "Ryks",
4. szer. Skwierczyński, "Dym",
Sekcja czwarta - 1. sierż. "Wrona" - "Kruk"
2. szer. Władysław Westwalewicz, "Płomień"
Sekcja piąta - 1. kpr. Edward Pobudkiewicz, "Monster",
2. szer. Henryk Fedorowicz, "Pakunek"
Sekcja szósta - grupa pińska, dowódca Bronisław Posłuszny, "Drucik". Skład ani pozostałem nazwiska nieustalone.