5 kwietnia 1942 roku do kpt. Alfreda Paczkowskiego ps.[w tamtym czasie] "Wodek" dotarła wiadomość, że w rejonie Antropol-Drohiczyn na Kanale Królewskim na mieliźnie utknęła kanonierka rzeczna. Przed wojną jednostka Polskiej Marynarki Wojennej, a obecnie okręt Kriegsmarine o nazwie Flußkanenboot 91 (przed wojną Zaradna).
Atak na okręt III Rzeszy kusił...i skusił. "Włodek" zlecił jednemu ze swych podwładnych opracowanie planu ataku, inny z jego ludzi podjął się zadania wykonania miny zegarowej. Do 10 kwietnia ustalono, że na kanonierce kręcą się marynarze i strzelają do każdego bez uprzedzenia. Ciągle padało...
"Włodek" wraz z grupką 10 ludzi z trudem dobrnął w pobliże Ex Zaradnej. Za dwie godziny miała wybić północ 11 kwietnia 1942 roku. Cały oddział podzielono na dwie grupy:
Grupa "S" w składzie: por. Piasecki ("Orlik"), dowódca, zastępca "Wir" (nazwiska nie ustalono), pchor. Żołnierowicz ("Garda"), pchor. SOlnica ("Żuk"), pchor. Kończal ("Mały"), strz. Sianoszek ("Imrun"). Grupa dysponowała 1 pistoletem maszynowym, 2 karabinami, 4 pistoletami, 5 granatami niemieckimi.
Grupa minerska "M" dzieliła się na patrol szturmowo-minerski w skład, którego weszli: kpt. Paczkowski ("Włodek") i plut. Langner ("Douglas"). Dówjka uzbrojona była w pistolet maszynowy, rewolwer, minę zegarową oraz granat. Drugim patrolem był patrol ubezpieczenia z sierż. Marszałkiem ("Gryf"), pchor. Słonczyńskim ("Jastrzębiec") w składzie. Uzbrojeniem ich był pistolet maszynowy, rewolwer i 2 granaty.
Grupa "S" przeszła na południowy brzeg kanału w pobliże monitora i tam zaległa, po wybuchu miny miała wprost z brzegu wejść na pokład.
O godzinie 23 przemoczony "Włodek" wziął nastawioną wcześniej przez Marszałka minę na okres 30 minut wsadził rewolwer za pasek i podążył wraz z Langnerem w stronę okrętu. Brnęli bardzo powoli. Przygotowanymi sznurkami mina została umieszczona poniżej linii wodnej. Z pokładu nie dochodziły żadne, nawet najmniejsze dźwięki. Wcześniej przymocowane do plecaka z miną magnesy nie chciały trzymać się burty, w końcu jednak ten sam efekt osiągnięto używając lin.
Patrol szturmowo-minerski powoli oddalał się w stronę brzegu. Gdy byli jeszcze w wodzie, ale już blisko brzegu nastąpiła potężna eksplozja. Niektórzy, jak "Włodek" upadli do wody - podmuch eksplozji był wyraźnie odczuwalny.
Tymczasem Piasecki tryumfalnie wkroczył na pokład... pustej kanonierki. Niemcy opuścili ją zabierając ze sobą działko pokładowe i dwa karabiny maszynowe. Langner z Marszałkiem, jako specjaliści unieruchomili silniki.
Był to cios w powietrze, niemniej jednak członkowie ekipy mieli za sobą jeden trening w stylu szkolenia Cichociemnych...