Po lądowaniu w Kraju i załatwieniu wszystkich służbowych spraw cichociemny dostawał się pod opiekę pań z referatu "Ewa-Pers" "Importu", czyli pań popularnie nazywanych "ciotkami".
Zadaniem "ciotek" było otaczanie opieką cichociemnych w najtrudniejszym dla nich okresie, gdy w ciągu jednej nocy przeskakiwał z wolnego Zachodu do okupowanej Polski. Przygotowywano ich do tego na kursach, ale teoria nie zastąpi nigdy praktyki... Okres, w którym skoczek znajdował się pod opieką "ciotek" nazywano aklimatyzacją.
"Miotła", "Danka", "Antosia", "Jagna", "Irka" i "Franka", jako "ciotki" miały pełne ręce roboty, nawet, jeżeli do stolicy nie przybył żaden nowy cichociemny. Czas pomiędzy zrzutami spędzały, bowiem organizując nowe lokale, sprawdzały dawne, przygotowywały ekwipunek dla przyszłych podopiecznych. Były w stałym kontakcie z szefem "Importu" oraz z kierowniczką komórki "Ptaszków U" Oddziału I - "Natą", której stopniowo przekazywały spadochroniarzy.
"Ciotki" i ich komórka miały do dyspozycji trzy rodzaje lokali: co najmniej dwa lokale kontaktowe dla "ptaszków" przybywających do Stolicy z placówek. Zwane często były lokalami londyńskimi. Potrzebna była również duża liczba kwater, na których skoczkowie przechodzili aklimatyzację oraz kilka punktów kontaktowych, w których można by się spotkać lub odebrać pocztę.
Lokal kontaktowy musiał spełniać kilka ściśle określonych warunków. Gospodarzami byli przeważnie ludzie samotni nieprowadzący otwartego domu. Konieczny był cieszący się zaufaniem dozorca. Mieszkanie musiało być łatwe do odnalezienia i położone być w miejscu ruchliwym tak, aby nowa osoba nie wzbudzała ciekawości sąsiadów. Nieodzownym elementem wyposażenia lokalu był telefon.
Takich lokali "ciotki" nazbierały przez 4 lata kilkanaście. Jeżeli było to możliwe starały się nie korzystać z tych samych punktów w kolejnych okresach zrzutowych, jednak nie zawsze się to udawało. Adresy czynnych punktów znane były tylko "ciotkom" i mającym wylądować cichociemnym, którzy otrzymywali je na stacji wyczekiwania przed odlotem.
Następnego dnia po wysłuchaniu melodii sygnałowej w audycji BBC, aż do zgłoszenia się skoczków dwie "ciotki" pełniły całodobowe dyżury w lokalach londyńskich. Co kilka godzin szefowe "Antosia" lub "Danka" telefonowały i w jak najbardziej niewinnej formie informowały się o sytuacji. Na przykład po krótkiej wymianie serdeczności i plotkach padało pytanie: Czy masz dla mnie pończochy?, a następnie odpowiedź: Zdobyła na razie tylko dwie pary, ale mam jeszcze obiecane trzy, wpadnij przy okazji, będę dzisiaj w domu. Oznaczało to, że dwaj skoczkowie już się stawili, a trzej są w drodze.
Po pewnym czasie zjawiała się "Danka" lub "Antosia", w towarzystwie jednej z pozostałych ciotek. Kierowniczka "Ewy" zaznajamiała się z przybyłymi "ptaszkami" oraz informowała dowódcę ekipy, kto przybył (pseudonim, stopień wojskowy, rodzaj broni). Następnie skoczkowie w towarzystwie "ciotek" odprowadzani byli na kwaterę. Przed wyjściem sprawdzały czy nowo przybyły nie ma przy sobie żadnych trefnych rzeczy. Broń była odnoszona do skrytek i przechowywana do momentu usamodzielnienia się cichociemnego. Jeżeli miał przy sobie osobiste dolary lub funty "ciotka" wymieniała mu je na określone sumy w walucie okupacyjnej.
"Ciotkom" oraz "ptaszkom" bardzo pomagała Stefania Dowgiałło. Dzięki swym rozległym znajomością pomagała w uzyskiwaniu nowych kwater, w kompletowaniu bielizny, ręczników, chustek i innych drobiazgów, które były potrzebne skoczkom.
Na kwaterze "ciotka" układała z ptaszkiem i gospodarzami legendę, która obowiązywała w czasie pobytu w domu. Po kilku dniach pobytu cichociemny rozpoczynał wraz z "ciotką" spacery, w czasie, których uczył się nowej rzeczywistości, okupacyjnego języka oraz przyzwyczajał do widoku patroli na ulicach. Z czasem "ciotka" odwiedzała "ptaszka" coraz rzadziej, aż do momentu, w którym uzyskiwał pełną samodzielność. Okres aklimatyzacji trwał od 2 do 6 tygodni. Ciekawym wyjątkiem pozostania na kwaterze nie tylko przez okres aklimatyzacji jest osoba Kazimierza Iranka-Osmeckiego, który mieszkał w niemieckiej dzielnicy na Mokotowie, aż do wybuchu Powstania Warszawskiego. Warszawskiego 150 metrów od jego kwatery mieszkał dr. Hahn, szef warszawskiego Gestapo...